Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 820 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Krótko o mnie

Urodziłem się w Polsce. Umrzeć chcę w Peru. Cała reszta jest podróżą. Kontakt ze mną: malachowski@hotmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 1994212
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 2247
Bloog istnieje od: 2782 dni

Postawić pierwszy krok. A potem już z górki

środa, 30 listopada 2011 3:44


Polski misjonarz w Peru twierdzi, że w Andach da się znaleźć i oszlifować sportowe talenty. Na przykład przyszłych mistrzów świata w bieganiu. Gdybym tutaj nie mieszkał, powiedziałbym delikatnie, żeby puknął się w głowę. Problem w tym, że ten sport na wysokim poziomie jest jak najbardziej możliwy.

 

Gwoli wyjaśnienia – w Polsce misjonarz Michał studiował trenerkę, a nie teologię, ale w Peru obie rzeczy da się połączyć. Właściwie trzeba patrząc na to, co się dzieje. A nie dzieje się nic.

 

Jeśli chodzi o bieganie, Peru posiada tereny więcej niż idealne. Andyjskie pagórki i płaskowyże mają przecież nie tylko „tlenowo” wymarzone położenie nad poziomem morza, ale wręcz aż zachęcają do sięgnięcia po nie. Nic z tego. 

 

Zagadką większą od inkaskich tajemnic jest odpowiedź na pytanie, dlaczego miejscowe dziewczyny i chłopaki, mając to wszystko na wyciągnięcie ręki, tylko siedzą przed chatami i żują liście koki? Zamiast biegać. Tak jak na przykład chaskis - listonosze w czasach Inków.


Jak znam Michała, to się może zmienić. Trzeba tylko postawić pierwszy krok i zacząć od kilku młodzieńców. Jak znam siebie, dołączę do tej grupki. A właściwie już to zrobiłem. Zacząłem biegać.


Nie znasz Michała? Poznaj go, jego rodzinkę i jej działania w Peru --->>>


Ze wszystkich dyscyplin sportowych najbardziej odpowiednie dla mnie są dwie. Właśnie to bieganie i szachy.


 Szachy odpadają, bo nie mam z kim grać. Poza tym nie mam jakoś odwagi poprosić o partyjkę Jorge Coriego – Peruwiańczyka, który właśnie wrócił do Limy z Brazylii z tytułem szachowego mistrza świata w kategorii do lat szesnastu. Pewnie odmówiłby, bo ja przecież jego lata mam już dawno za sobą.


Żartuję oczywiście z tą partyjką. Mój szachowy poziom nadaje się co najwyżej na rozgrywki parkowe. Chętnie wezmę w nich udział, o ile takowe w Limie ktoś zorganizuje.


Z bieganiem jest jeszcze gorzej. Co prawda kiedyś, gdy byłem w wieku dzisiejszego peruwiańskiego Kasparowa, pokonanie dwunastu kilometrów przez las było dla mnie niczym mrugnięcie okiem, no może oczami, ale niestety kondycja nie jest genetyczna, ani też nie nabywa się jej dożywotnio.


Tamto młodzieńcze bieganie miało swoje plusy. Po systematycznych treningach moje płuca były na tyle pojemne, że mogłem bez problemu zanurkować w basenie na trzy minuty. Wzbudzając popłoch wśród ratowników i zainteresowanie u dziewczyn. Celowo wybierałem baseny, a nie stawy, żeby nie były to żaby.


Miało też swoje minusy. Biegałem sam. Bez planu, bez trenera, nawet bez dobrych butów. Można tak oszukać umysł, ale nie nogi. Jedna z nich, prawa, oszukać się nie dała i do tej pory nie mogę włożyć tej kończyny do zlewu, gdy zachodzi potrzeba jej umycia. Ja ją w górę, a ona w bok po prostu. Jakby dalej chciała biec.


To oczywiście żadna tragedia, bo nogę można umyć w misce. Poza tym, patrząc perspektywicznie, nie ma się czym przejmować, bo pewnie kiedyś nie będzie już wanien i pryszniców, ale poczciwe miednice pozostaną.


Teraz jest jednak teraźniejszość. A w niej znów, po dwudziestu latach, biegam. Nie przez lasy, bo na pustyni, jaką jest Lima, ich nie ma. Tylko po okolicznych pagórkach, na których rozlokowali się andyjscy emigranci. Czyli mówiąc krótko – zasuwam w slumsach.


Jeśli chodzi o te na południu Limy, na sto procent jestem pierwszym biegającym. Na dodatek pierwszym biegającym Gringo. Ma się rozumieć, że z tej mąki mistrzowskiego chleba nie będzie. Chodzi tylko o to, abym pewnego dnia, kiedy przyjdzie co do czego, a przyjdzie, był w stanie dotrzymać Michałowi kroku. Ten misjonarz ma naprawdę niezłe tempo i wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze szybsze.

 

Ale o tym napiszę, gdy ten bieg naprawdę się zacznie.


Zobacz dziesięć zdjęć z mojej trasy biegowej w Limie:


 

Miłość do Peru coraz większa

 

Dobre wieści z „Kochamy Peru”. Coraz więcej autorów, coraz więcej artykułów:


Co robi Czesław Miłosz w Limie? Łączy ludzi --->>>


Machu Picchu w oczach Polaków: Ewa Wojak --->>>


Biało-czerwoni walczą o Brazylię. Jak Polacy --->>>


Jak upadło imperium? Rozmowa z Romanem Warszewskim --->>>


Zagadka rozwiązana. Szkielet kosmity okazał się ludzki --->>>


Osiem milionów Peruwiańczyków nie będzie miało wody --->>>


Na drodze przemian. Słów kilka o religii Inków --->>>


Podziel się
oceń
0
0