Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 822 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Krótko o mnie

Urodziłem się w Polsce. Umrzeć chcę w Peru. Cała reszta jest podróżą. Kontakt ze mną: malachowski@hotmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 1994228
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 2247
Bloog istnieje od: 2782 dni

Bomba, na której da się żyć

poniedziałek, 28 lutego 2011 5:57


W ciągu niecałych dwóch godzin w Limie dwa razy zatrzęsła się ziemia. W dniu, w którym wyznaczono ćwiczenia na wypadek katastrofy.

 

Tak się złożyło, że pod Peru znajdują się płyty tektoniczne, które nie złożyły się tak, aby był to kraj bezpieczny sejsmicznie. Dlatego każdy Peruwiańczyk powinien być przygotowany na trzęsienia ziemi i tsunami. Także organizacyjnie. Powinien wiedzieć, co robić, gdy zaczną walić się budynki i w którą stronę uciekać przed wysoką falą. Powinien mieć także przygotowany plecak, a w nim przydatne do przeżycia rzeczy w trudnych do przeżycia warunkach. Na przykład zapas wody do picia i latarkę.

 

Takie są zalecenia obrony cywilnej. Nie znam nikogo, kto się do nich stosuje. Sam też plecaka nie mam. Choć nie jestem Peruwiańczykiem, zgadzam się z opiniami, że jeśli naprawdę przyjdzie co do czego, ani latarka, ani woda, ani nic nie pomoże.

 

 Mówiąc obrazowo, Peruwiańczycy mieszkają na bombie, której lont zależy od tych dwóch płyt pod ziemią, które się ze sobą zderzają. Jeśli zderzą się porządnie, lont zapali się i będzie problem. Ale gdy się o to zapytać, miejscowi mają nadzieję, że nic złego ich nie spotka.

 

Ja takiej nadziei nie mam.

 

Chodzi o to, że w sprawach większej wagi, a taką jest trzęsienie ziemi, które może przynieść śmierć i cierpienie, posiadanie nadziei jest niewystarczające. O wiele większą siłę przebicia ma wiara. Dlatego wierzę. Wierzę, że nawet gdy dojdzie do katastrofy, nic złego mi się nie stanie.

 

Gdybym takiej wiary nie miał, zwiałbym z Peru  najbliższym samolotem.

 

Powodów do strachu przed trzęsieniem ziemi jest w kraju Inków wystarczająco. W Limie ziemia trzęsie się częściej niż pada deszcz. I nie jest to przenośnia. Ostatnio ziemia zatrzęsła się dwa razy w przeciągu niespełna dwóch godzin. Za pierwszym razem wstrząsy wystraszyły wielu ludzi – miały siłę pięciu stopni w skali Richtera. Drugi wstrząs był nieco słabszy.

 

Obu nawet nie poczułem. Po pierwsze dlatego, że drgania ziemi, przed którymi kiedyś trzęsłem portkami, nauczyłem się traktować jak deszcz.

 

Deszcz pada. A gdy pada za dużo, wywołuje powodzie, w których ludzie tracą życie i majątki.

 

Podobnie jest z ziemią. Trzęsie się. A gdy trzęsie się za mocno, ludzie też tracą życie i majątki.

 

Do myśli o tym można się przyzwyczaić. W podobny sposób, w jaki człowiek przyzwyczaja się do rzeczy, na które nie ma wpływu. A nie ma na przykład wpływu na to, co robi planeta Ziemia.

 

Ostatnich wstrząsów nie poczułem także dlatego, że pracowałem. Byłem tak wciągnięty w robotę, jakbym spał. To dobre porównanie, bo gdy śpię, może koło mnie przejeżdżać czołg, a nie obudzę się.

 

Peruwiańscy fachowcy od trzęsień ziemi przewidują, że w przyszłości jedno z trzęsień ziemi może być katastrofą dla kraju. Wyliczyli nawet, mniej więcej, ilu ludzi wówczas zginie, a ilu straci dach nad głową. To ogromne liczby.

 

Fachowcem nie jestem, ale mam w sobie coś, co pozwala mi czuć, że tak może się stać. To kwestia przeczucia. Tej chwili, w której człowiek wie, że coś się stanie, ale nie może tego udowodnić. Aż stanie się naprawdę. Wtedy mówi sobie: - Wiedziałem, że tak będzie...

 

Wiem, że Peru przeżyje katastrofę. Nie potrafię tego udowodnić, ale to wiem. Co zatem robię jeszcze w tym kraju?

 

Uśmiecham się. Tak, uśmiecham się w spokoju ducha, bo jeśli przyjąć, że urodziłem się w zupełnie innym świecie, ale w końcu do tego Peru trafiłem i w nim osiadłem, nie stało się to bez przyczyny.

 

Czas pokaże czym jest ona naprawdę.


Podziel się
oceń
0
0