Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 820 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Krótko o mnie

Urodziłem się w Polsce. Umrzeć chcę w Peru. Cała reszta jest podróżą. Kontakt ze mną: malachowski@hotmail.com

Statystyki

Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 2247
Bloog istnieje od: 2782 dni

Cmentarz w Andach: grobowce jak kołyski

sobota, 30 kwietnia 2011 4:07


Nadal cykamy się śmierci, choć tacy duzi i mądrzy jesteśmy. Prymitywni ludzie, podbici przez Inków, opanowali ten strach w try miga. Zmarłych chowali w pozycji embrionalnej. Tak, jakby mieli się dopiero narodzić.

 

 

Mówi o tym cmentarz, który po nich pozostał. Nazywa się Sillustani i leży nad Jeziorem Umayo w Andach, we wschodniej części Peru. Aby tam trafić, trzeba nieco zboczyć z głównej drogi z Cusco do Puno. Nie wszyscy mają na to czas. Nie wszyscy też chcą ten cmentarz zobaczyć, bo szukają innych, mocniejszych wrażeń. Niestety, oczekiwania te nie spełnią się, bo z grobowców w Sillustani nie wyskakują wampiry i zombie.


Wyskakuje za to historia życia i śmierci. I strachu, który towarzyszy obu tym wydarzeniem.


Z tym strachem jest tak, że nie da się go pozbyć całkowicie. Człowiek, choćby nie wiem jak się wytężał, to nie udźwignie, taki to ciężar. Będzie się bał. Strach wyrzucony drzwiami, wraca oknem. Wygnany przez okno, wślizguje się kominem. A po zaryglowaniu wszystkiego czeka spokojnie przed domem. Taki z niego gagatek. Przy czym nie jest ważne, czy chodzi o strach przed śmiercią, czy przed życiem. Ten drugi też się zdarza. Bywa nawet bardziej dokuczliwy.

 

Ludzie andyjskiej kultury Colla rozwiązali ten problem prosto, choć zadanie było trudne. Nie mieli mianowicie pojęcia, że na świecie istnieją religie obiecujące życie po śmierci. Podbici przez Inków wtopili się w inne społeczeństwo na sto lat zanim do dzisiejszego Peru dotarli Europejczycy z Chrystusem, a potem inni ze swoimi proroctwami. Jednym zdaniem, beznadziejna sytuacja, bo bez szans na wiarę w to, że życie nie kończy się śmiercią.

 

Co zatem dokładnie zrobili ludzie Colla? Odwrócili wszystko do góry nogami. Czasami to najlepsze rozwiązanie. W tym przypadku śmierć człowieka uznali nie za jego koniec, ale początek. Dlatego swoich zmarłych chowali z pozycjach embrionalnych. Tak, jakby mieli się za chwilę urodzić. W wielkich, kamiennych wieżach, zwanych chullpas, których ruiny można oglądać do dziś.


Jak się rzekło – nie każdy chce i może je oglądać. Ja obejrzałem. Po spacerze między grobowcami mam wrażenie, że mądrość niekoniecznie musi być wprost proporcjonalna do upływu czasu, który otrzymaliśmy na jej osiągnięcie.

 

Żyjący ponad sześć stuleci temu lud Colla nie posiadał uczelni i bibliotek. Ale miał na tyle oleju w głowie, by przedstawić życie na ziemi tak, jak na to zasługuje. Zasługuje na moment. Krótką refleksję przed tym, co jest dalej.


A dalej to tajemnica.

 

Niektórzy przygotowują się na jej poznanie. Inni wolą chwilę obecną. Mamy wszak wolność. Czas pokaże, kto był w niej mądrzejszy.

 

Zanim się opamiętasz, kołyska, ołtarz, cmentarz. I robisz smutne odkrycie, że to już całe życie… – pisał mistrz Jan Sztaudynger. Święte słowa.

 

Po wizycie w Sillustani można je nieco zmodyfikować: Zanim się opamiętasz, kołyska, ołtarz, cmentarz. I ciągniesz dalej ten wątek, bo to dopiero początek…


Więcej zdjęć z Sillustani --->>>


Podziel się
oceń
0
0