Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 783 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Krótko o mnie

Urodziłem się w Polsce. Umrzeć chcę w Peru. Cała reszta jest podróżą. Kontakt ze mną: malachowski@hotmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 1954060
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 2247
Bloog istnieje od: 2692 dni

Miasto umarłych. 40 lat po zagładzie

niedziela, 30 maja 2010 23:02


- Zatańcz ze mną - uśmiechnęła się czarująco dziewczyna. - Tutaj? Chcesz zatańczyć tutaj? Nie mogłem uwierzyć, bo staliśmy na środku cmentarza.


To nie jest zwykły cmentarz. Praktycznie nie ma na nim mogił, bo to Yungay (czytaj jungaj) - umarłe miasto w środkowym Peru.


Yungay umarło 31 maja 1970 roku o godzinie 15.25. Nie było mnie wtedy na świecie, ale starsi kibice na pewno pamiętają tę datę. W tym dniu w Meksyku rozpoczynały się piłkarskie Mistrzostwa Świata. Yungay umarło przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Nagle, w jednej chwili, z siłą 7,8 stopni w skali Richtera w Peru zatrzęsła się ziemia. W wyniku tego na miasto z prędkością 200 km na godzinę spadła gigantyczna lawina kamieni i śniegu z Huarascaran - najwyższej góry w tym kraju.


Ostatni dzień maja 40 lat temu był najsmutniejszym dniem w historii Peruwiańczyków. W ciągu kilku sekund zginęło 80 tysięcy z nich. W Yungay - 25 tysięcy, prawie wszyscy mieszkańcy. Ocalało tylko 300 dzieci, które przebywały w cyrku na wzniesieniu oraz 92 dorosłych, którzy poszli... na miejscowy cmentarz.


Kilkumetrowej wysokości lawina przykryła całe miasto. Na powierzchni ziemi zostały tylko wierzchołki palm rosnących koło katedry na Plaza de Armas. Do dziś nikt nie odkopał ciał. Nie było takiej potrzeby. Ziemia pochowała mieszkańców niemal tak jak stali, jedli, rozmawiali, gotowali, bawili się, spacerowali, spali, a może nastawiali radioodbiorniki, by posłuchać transmisji meczu z Meksyku.


Po tragedii Yungay stało się Campo Santo - świętym polem. Można po nim chodzić jak po łące, pod którą kiedyś stały domy i biegły ulice. Pod którą toczyło się życie.


Chodziłem po tym polu nie szukając wiatru. Przyjechałem do Yungay w konkretnym celu - sfotografować kikuty tych palm. Zrobić po prostu kilka zdjęć, których nie zrobiłbym nigdzie indziej. Bo cóż jest do zobaczenia na cmentarzu, na którym nie leży żadna bliska osoba? Jej wiedziałbym, co powiedzieć. Ale co powiedzieć tym wszystkim obcym ludziom, którzy umarli wraz ze swoim miastem?


No właśnie, co im powiedzieć? Co powiedziałbym im, gdyby mogli mnie usłyszeć?


Może kilka słów o tym, że ciężko się teraz żyje? Może o tym, że tak dużo rzeczy mi nie wyszło. A może po prostu ponarzekałbym na swojego szefa?


Im dłużej chodziłem po soczystej trawie, tym bardziej nabierałem pewności, że gdyby ci wszyscy ludzie pode mną mogli mnie usłyszeć, nie powiedziałbym im nic. Nie miałbym im nic do powiedzenia.


Gdy o tym myślałem, podeszła do mnie może osiemnastoletnia dziewczyna w ludowym stroju regionu Ancash. Za nią stało kilku chłopaków w podobnych ubraniach i ekipa telewizyjna.


- Zatańcz ze mną - uśmiechnęła się czarująco. - Przed kamerą. Kręcimy film o Yungay.


- Tutaj? - nie mogłem uwierzyć w jej propozycję. - Chcesz zatańczyć tutaj? Przecież... ci wszyscy ludzie nie żyją.


- No tak, ale my żyjemy.


Zatańczyłem. Po raz pierwszy w życiu zatańczyłem huayno - popularny taniec ludowy w Peru. I po raz pierwszy zatańczyłem na cmentarzu. Anita, tak miała na imię dziewczyna, powiedziała, że to nic złego. Uwierzyłem.


Godzinę później byłem w oddalonym o dwa kilometry nowym Yungay - mieście, które zbudowano od podstaw po tym, gdy stare przestało istnieć.


Na nowym Plaza de Armas nie ma katedry, ale rosną dorodne palmy. Gdy je zobaczyłem, uśmiechnąłem się sam do siebie. Bo Anita miała rację. Choćby wszystko wokół nas, nad i pod nami umarło, to my żyjemy.


Tekst ukazał się pierwotnie w moim e-booku 21 mgnień Peru. Zapiski z Imperium Słońca.



Yungay przed 31 maja 1970 roku

 




Yungay współcześnie

 

 

 

 

 




Nowe Yungay

 



Podziel się
oceń
0
0