Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 783 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Krótko o mnie

Urodziłem się w Polsce. Umrzeć chcę w Peru. Cała reszta jest podróżą. Kontakt ze mną: malachowski@hotmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 1954061
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 2247
Bloog istnieje od: 2692 dni

Szansa na ogrzanie kawałka Andów

sobota, 31 lipca 2010 10:49


Ponad czterystu Peruwiańczyków, w tym dwieście dzieci poniżej piątego roku życia zmarło w tym roku z powodu mrozu w Andach. Dane te podało właśnie Ministerstwo Zdrowia.


Wcześniejsze informacje nie były tak przerażające. Mówiono o kilkudziesięciu ofiarach, a nie setkach.


Wśród nich najwięcej, bo 200, jest dzieci poniżej piątego roku życia. Z zimna lub z powodu zapalenia płuc zmarło także prawie 160 osób powyżej sześćdziesiątego roku życia. Pozostałe ofiary miały od pięciu do sześćdziesięciu lat. W sumie tegoroczne mrozy zabiły 409 Peruwiańczyków. Większość z nich mieszkała na wysokości powyżej 3800 metrów nad poziomem morza.


O tym, że mróz zabija w Andach małe dzieci pisałem w czerwcu. Wracam do tego, ale nie po to, żeby znów zasmucić. Nie, smutku nie będzie. Nie będzie bolesnego zakłucia w sercu i łez w duszy. Tego wszystkiego nie będzie, bo i w sercu i w duszy trzeba zrobić miejsce na pogodzenie się z tą śmiercią i słowa: niech wszyscy zmarli odpoczywają w pokoju.


Wracam do tej sprawy, by wyjaśnić, że 40 lat temu mróz nie zabijał w Peru tylu osób. W polskich Tatrach można umrzeć przez głupotę, w Andach można umrzeć tylko dlatego, że się w nich jest. Ale kiedyś nie umierano w nich na taką skalę. Wszystko przez oziębienie klimatu, który do słonecznego Peru przynosi 20 stopni poniżej zera. Ludzie nie są przyzwyczajeni do takich temperatur. Nie mają też w domach ogrzewania i praktycznie żadnego stałego dostępu do służby zdrowia.


Chcę także poinformować, że mieszkańcy Andów nie są pozostawieni na pastwę mrozu. Gdyby nie pomoc innych ludzi, umarłoby ich znacznie więcej. Pomagają prywatne osoby i instytucje zbierając ciepłą odzież i żywność. To systematyczna pomoc, dzięki której wielu słabszym, a więc dzieciom i starcom, udaje się w Andach przeżyć. Pojawiła się też pomoc nagła - Korea Południowa wyśle do Peru leki o wartości 50 tysięcy dolarów.


Wszystko to cieszy i walczy - oj, jak walczy - z tym smutkiem w duszy i sercu. Cieszy także to, że po moim czerwcowym tekście o mrozie w Andach, skontaktowała się ze mną osoba z pewnej firmy w Polsce z propozycją zakupu butli gazowych i dostarczenia ich potrzebującym w Peru. Mówiąc wprost, pojawiła się szansa na ogrzanie kawałka Andów. Nie będzie to łatwe. Będzie to bardzo trudne, ale możliwe do wykonania. Wierzę w to, bo nie wierzę w istnienie rzeczy niemożliwych.


Wkrótce przylecę do Warszawy, by spotkać się i porozmawiać o szczegółach tej szansy. Jeśli ktoś chciałby do niej dołączyć, proszę o kontakt.


Choć wysoko w Andach jest jeszcze zimno, puka już tam wiosna. Przyniesie radość, zdrowie i życie. A także czas. Do maja przyszłego roku, gdy w Peru znów pojawią się mrozy. Jest więc kilka miesięcy na to, by coś z tym smutkiem jednak zrobić, a nie upychać go pod dywan.

 



Fot. EFE, RPP Noticias


Podziel się
oceń
0
0