Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 783 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Krótko o mnie

Urodziłem się w Polsce. Umrzeć chcę w Peru. Cała reszta jest podróżą. Kontakt ze mną: malachowski@hotmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 1954049
Wpisy
  • liczba: 584
  • komentarze: 2247
Bloog istnieje od: 2692 dni

Przewodnik z dziury na końcu świata

piątek, 30 września 2011 0:15


Kanion Colca, choć najgłębszy na świecie, nie jest dla mnie aż tak tajemniczy, żebym słuchał psa. Ale on zrobił swoje. Pobiegł kilka metrów do przodu i położył się na ścieżce blokując drogę. Musiałem z nim porozmawiać. A przy okazji ze sobą.


 Położona w peruwiańskich Andach miejscowość Cabanaconde ma trudną nazwę. Ale łatwo ją zapamiętać, bo to nic innego tylko dziura na końcu świata. Tym jednak różni się od innych, że obok niej jest inna dziura. To Colca – najgłębszy na świecie kanion.


To nie będzie historia o tym miejscu. Na to przyjdzie jeszcze czas. Dużo ważniejsza jest historia o kimś, kto ten kanion zamieszkuje. To osobliwa postać. Ma cztery łapy, ogon, czarno-białe futro i jest jednym z najbardziej niezwykłych psów, jakie poznałem.


Ten jest niezwykły, bo oprowadza turystów po Kanionie Colca. Czeka na obcych w Cabanaconde i rusza z nimi nie pytając o zgodę. Ale nie ze wszystkimi. To on wybiera. Pies, nie człowiek. Tak jakby chciał przypomnieć, że choć jesteśmy ważni, to nie najważniejsi na tym świecie.

 

 Mnie też nie pytał o zgodę. Szczerze? Nawet mnie wkurzył. Właził w kadr aparatu akurat wtedy, gdy chciałem zrobić zdjęcie stadku owiec. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co chce mi powiedzieć. To normalne, gdy wszystko przyćmiewa złość.

 

Ale gdy przeszła, w mig zrozumiałem o co biega.


- Chodź za mną – zdawało się, że mówił pies.


Nie miał czapki z daszkiem ani okularów chroniących przed palącym słońcem, a gdy dzieliłem się z nim wodą z butelki, tylko jej posmakował. Jakby nie chciał odbierać mi żadnej kropli. Dziwny pies. Przecież w andyjskim upale jęzor sięgał mu z pragnienia niemal do ziemi.


Przez chwilę dałem mu się prowadzić, a potem ruszyłem wcześniej obranym szlakiem. Wszak Kanion Colca, choć wielki, nie jest dla mnie aż tak tajemniczy, żebym słuchał psa. Ale on i tak robił swoje. Wybiegł kilka metrów do przodu i położył się na ścieżce blokując drogę.

 

 Uwielbiam takie chwile. Nie dlatego, żeby słuchać w nich czworonoga. Być może miał rację i tam, dokąd chciałem pójść, czaiła się na przykład żmija. Ale nie w tym rzecz.

 

Wtedy, gdy zatrzymałem się nad leżącym na drodze psem wcale nie chodziło o to, co chce mi przekazać. Tylko o zgodność. Zgodność tego, co chcę ja powiedzieć sobie z tym, co dzieje się wokół.


Brzmi to pewnie jak jakieś chińskie przysłowie. To może lepiej po polsku. Uwielbiam takie chwile, bo mogę powiedzieć w nich:


- Dobrze, piesku. Prowadź mnie. Ty tu jesteś gospodarzem, a ja gościem. Zdaję się na ciebie.


Psy, koty, ptaki, czasami ludzie są bohaterami takich chwil, ale główna rola należy do kogoś innego. Do świata. Ogólnie mogę więc powiedzieć, że uwielbiam takie chwile, bo aż prosi się, by powiedzieć w nich:

 

- Ok, świecie. Ty tu rządzisz. A ja ciebie posłucham.

 

Czasami zapominam o tej regule. Zazwyczaj, gdy się spieszę. Tak jak wtedy – na urwisku nad kanionem.


Przypomniał mi ją pies merdający ogonem:


- Przystopuj i rozejrzyj się wokół – jakby chciał powiedzieć. – A potem znajdź w tym zgodność ze sobą.


Nie licząc igieł kaktusów, które wbiły się w moje ręce i nogi, wędrówka z psem wcale nie była trudna. Gdy wróciliśmy do Cabanaconde, pies oddalił się tak dyskretnie, jak się pojawił.

 

Zobaczyłem go pod sklepem.


- Jesteś głodny?


Spojrzał z cierpliwością w oczach nie dając żadnego znaku. Prawie zamienił się w kamień. Nie wiem, może był na dodatek na tyle dżentelmeński, że przemilczał to głupie pytanie?

 

 - Chodź, poszukamy czegoś do jedzenia.


Poszedł. Skacząc przy tym z radości. Też uwielbiam takie chwile. Człowiek może nabrać w nich pewności, że rozmawianie ze zwierzętami wcale nie jest skomplikowanym zajęciem.


Później pani ze sklepu dopowiedziała resztę historii o tym psie. Jest bezdomny, nie ma właściciela i od kilku lat towarzyszy turystom zmierzającym do Kanionu Colca. Nie oczekuje niczego w zamian. Ale jest wdzięczny za miskę zupy.


- Dokarmiamy tutaj różne psy, ale tego nie – wyjaśniła sklepowa. – On nie chce nic za darmo, bo sam potrafi zarobić na swoje życie.


- Ma jakieś imię – zapytałem.


- Nie. Ale wszyscy mówimy na niego Przewodnik.

 

Kiedy odjeżdżałem autobusem z Cabanaconde, Przewodnik już mnie nie poznawał. Siedział przed sklepem czekając spokojnie na kolejnego ucznia.


Podziel się
oceń
0
0